Beksiński - gdzie leży znaczenie / Beksinski - where the meaning lies
PL
Wywiad ze Zdzisławem Beksińskim z roku 1981, w czasopiśmie Projekt
*„Od pierwszych obrazów jakie widziałem w dzieciństwie w kościele i mieszkaniach prywatnych powoli budowała się w mej świadomości idea obrazu. I chcę tę ideę realizować. Można ją realizować oczywiście przez sprzeciw, ironie, cudzysłów, dystans i persyflaż, ale można też dosłownie i naiwnie. Rekwizytów używam więc w dużej mierze świadomie, bo są one bowiem w moim mniemaniu związane z ideą obrazu, podobnie silnie jak ramy i haczyk do wieszania na odwrocie. A że używam tych, a nie innych? Nie ma wreszcie tak wielu rekwizytów. Wszystkie największe obrazy świata są do siebie podobne, i wreszcie naprawdę nie o to chodzi co jest namalowane .”
*„A może najuczciwiej będzie przyznać, że nie wiem o co idzie. Po prostu odczuwam taką potrzebę by malować.”
*„Ja myślę, że idzie po prostu o namalowanie ładnych obrazów.”*
Zdzisław Beksiński. Mistrz symbolizmu, który odżegnywał się od przedstawiania znaczenia w swoich pracach. Jakby świadomie utrzymujący się w nieświadomości, tak do odczuwam. Pytany o znaczenie jego obrazów, odpowiadał, że nie interesuje go ono, że chce tylko malować piękne obrazy, że przedstawione sceny i postaci, to tylko rekwizyty bez znaczenia.
W rzeczywistości końca dwudziestego stulecia, dążącej pełną parą do dekonstrukcji, w której jednak tak wiele jeszcze było do rozebrania, w tym świecie ludzie wciąż jeszcze potrafili zadawać skomplikowane pytania, potrafili budować i wzajemnie rozumieć zdania wielokrotnie złożone. A jednocześnie wydawali się kompletnie nie rozumieć konsekwencji swojego dążenia, swojej nieodpartej chęci rozkładu. Nie widzieli... co ja mówię zresztą, nie widzieliŚMY w ogóle innej możliwości, niż ta, że dążenie do sensu jest już dla nas zamknięte, że to się skończyło, że sens nie ma sensu. Widzieć poza „duchem czasów” może tylko niewielu, a już prawie na pewno nie młodzi, dorastający w tych a nie innych czasach. Młodzi nie widzą ram, w których dorastają. Dopiero gdy te ramy się zmieniają w trakcie życia, także i nasza świadomość łatwiej może zobaczyć same ramy i wybrać te odpowiednie. Ale o czym to ja... Z jednej strony uwielbiam słuchać, czy czytać rozmowy z tamtych lat minionych. Rozmów takich, jakie znałem, w jakich dorastałem, a których już nie ma i których zapominamy. Sam, dopóki nie natknę się na zapis takiej rozmowy, nie uświadamiam sobie na co dzień inności naszych interakcji, naszego języka współczesnego, słownika, szybkości wypowiedzi, długości zdań, jakiejś ciągłości myśli, które teraz zdają się poszarpane na strzępy. Lubię słuchać tamtych rozmów, rozmów takich, jakie prowadzili dorośli, gdy sam byłem dzieckiem. Najlepiej w wersji z dźwiękiem i obrazem. Lubię wracać umysłem do tamtego stanu. Ale o czym to ja... No więc odcięliśmy się od znaczeń, pojęliśmy słuszność naszych dążeń jako jedynie tym mierzoną, czy jesteśmy inni, wyjątkowi, wyindywidualizowani z tłumu. Zaczęliśmy autentyczność naszą widzieć jedynie w oryginalności, odmienności, a za normę naszego stosunku do zastanego porządku uznaliśmy ironię, sprzeciw i bunt. W zasadzie ciężko było znaleźć taką drogę dla siebie, nawet gdyby ktoś w ogóle tego chciał, by nie skupiać się na tym ironicznym sprzeciwie, a jednocześnie wciąż prezentować jakąś ogólnie akceptowaną w naszym otoczeniu postawę wobec świata. Nie mam wglądu zresztą w inne środowiska, inne realia, mam jedynie pamięć swojej własnej przeszłości, dzieciaka z dużego miasta. Z pokolenia, które na takich owocach zmian kulturowych, jak obrazy Zdzisława Beksińskiego, czy audycje jego syna, Tomka, już się wychowywało. Nie widziałem wtedy ram mojego świata, widziałem, słyszałem, czułem całym sobą te obrazy i dźwięki. One były wbudowane w moją rzeczywistość tak samo, jak szare mieszkalne bloki post-sowieckie, w których mieszkaliśmy. Ironiczne narzekanie na tę szarość, ironiczne dystansowanie się od mądrości przeszłych pokoleń, tym po prostu byliśmy. Ale o czym to ja... Ach, zastanawiałem się ostatnio, odwiedziwszy wystawę malarstwa Beksińskiego, jakie są składowe nostalgii pomieszanej z przyjemnością, których doznaję oglądając jego prace. Zastanawiałem się nad tym dlatego, że przecież występują one równolegle z odczuwaniem odrazy i horroru. Zdawałoby się, wykluczające się odczucia, a jednak. Czy więc jest to jedynie skutek tego, że kilka z jego obrazów widziałem (choć w formie kiepskich reprodukcji) w dzieciństwie i poprzez silne wrażenie, jakie na mnie zrobiły, trafiły one w mojej duszy do przegródki „przyjemne bo pamiętam z dzieciństwa”? Ale nie, na pewno to nie tylko to, nawet jeśli między innymi, bo jest też przyjemność z tego, jak Zdzisław operował kolorem, teksturą, granicą, kontrastem, przestrzenią, kompozycją. Znowuż jednak, w jakim stopniu ta przyjemność mogła zostać we mnie zaprogramowana poprzez oglądanie jego prac w młodym wieku? Nie wiem, nigdy zapewne nie uda mi się rozwikłać tej zagadki. Jakie to zresztą ma znaczenie? Ważniejsze jest dla mnie znaczenie jego obrazów. Znaczenie, które nadał im, starając się usilnie, aby go nie nadawać. A i ono mało zaprząta mi głowę w porównaniu ze znaczeniem jego stylistyki dla mojej inspiracji, nostalgii i, o ironio, poczucia piękna.
EN
Interview with Zdzisław Beksiński from 1981, in the magazine Projekt
*"From the first paintings I saw in my childhood in churches and private homes, the idea of a painting slowly took shape in my mind. And I want to realize this idea. It can be realized, of course, through opposition, irony, quotation marks, distance, and persiflage, but it can also be realized literally and naively. So I use props largely consciously, because in my opinion they are connected with the idea of a painting, just as strongly as the frame and the hook for hanging on the back. And why do I use these and not others? After all, there are not that many props. All the greatest paintings in the world are similar to each other, and ultimately, it's not really about what is painted."
*“Or maybe it would be most honest to admit that I don't know what it's about. I just feel the need to paint.”
*“I think it's just about painting pretty pictures.”*
Zdzisław Beksiński. A master of symbolism who renounced the representation of meaning in his works. It feels as if he consciously remained in ignorance. When asked about the meaning of his paintings, he replied that he was not interested in it, that he only wanted to paint beautiful pictures, that the scenes and characters depicted were just meaningless props.
In the reality of the late 20th century, rushing full steam ahead toward deconstruction, in which, however, there was still so much to dismantle, people in this world were still able to ask complex questions, build and mutually understand complex sentences. And at the same time, they seemed completely unable to understand the consequences of their pursuit, their irresistible desire for decay. They did not see... what am I saying, WE did not see any other possibility than that the pursuit of meaning was now closed to us, that it was over, that meaning had no meaning. Only a few can see beyond the “spirit of the times,” and almost certainly not young people growing up in these times and not others. Young people do not see the framework in which they are growing up. Only when this framework changes during our lives can our consciousness more easily see the framework itself and choose the appropriate one. But what am I talking about... On the one hand, I love listening to or reading conversations from those bygone years. Conversations that I knew, that I grew up with, but which no longer exist and which we are forgetting. Until I come across a recording of such a conversation, I don't realize on a daily basis how different our interactions are, our contemporary language, vocabulary, speed of speech, length of sentences, a certain continuity of thought that now seems to be torn to shreds. I like listening to those conversations, the conversations adults had when I was a child. Preferably with sound and images. I like to return to that state of mind. But was I... So we cut ourselves off from meaning, we understood the rightness of our aspirations as measured only by whether we are different, unique, individualized from the crowd. We began to see our authenticity only in originality, otherness, and we considered irony, opposition, and rebellion to be the norm of our attitude towards the existing order. In fact, it was difficult to find such a path for oneself, even if one wanted to, so as not to focus on this ironic opposition, while still presenting an attitude towards the world that was generally accepted in our environment. I have no insight into other environments or other realities, I only have the memory of my own past, as a kid from a big city. From a generation that grew up on the fruits of cultural change, such as the paintings of Zdzisław Beksiński or the radio programs of his son, Tomek. At the time, I did not see the boundaries of my world; I saw, heard, and felt these images and sounds with my whole being. They were as much a part of my reality as the gray post-Soviet apartment blocks we lived in. Ironically complaining about this grayness, ironically distancing ourselves from the wisdom of past generations—that's just who we were. But what was I... Ah, I was wondering recently, after visiting Beksiński's painting exhibition, what are the components of nostalgia mixed with pleasure that I experience when looking at his works. I was wondering about this because they occur in parallel with feelings of disgust and horror. These feelings seem to be mutually exclusive, and yet... So is it just because I saw some of his paintings (albeit in the form of poor reproductions) in my childhood and, due to the strong impression they made on me, they ended up in the “pleasant because I remember them from my childhood” compartment of my soul? But no, it is certainly not only that, even if it is one of the reasons, because there is also pleasure in the way Zdzisław used color, texture, edges, contrast, space, and composition. Again, however, to what extent could this pleasure have been programmed into me by viewing his works at a young age? I don't know, I will probably never be able to solve this mystery. What does it matter anyway? What is more important to me is the meaning of his paintings. The meaning he gave them, trying hard not to give them any. And even that doesn't occupy my mind much compared to the significance of his style for my inspiration, nostalgia and, ironically, my sense of beauty.
_____