Rok później - appendix / A year later - appendix


PL


Starsza pani patrzy na mnie z mieszaniną zakłopotania i ironicznego politowania. To drugie jest raczej maską przyjętą, by przykryć to pierwsze, tak oceniam to w ułamku sekundy. Nie wiem jak zareagować, by umniejszyć jej cierpieniu. Uśmiecham się więc lekko spokojnie kiwając głową i nie mówię nic w odpowiedzi.

Kobieta idzie o kulach, z trudem pokonując kolejne metry. Gdy otworzyłem przed nią drzwi, szybko, za szybko, jakby źle oceniając jej możliwości, powiedziała:

- Ja nie poruszam się tak szybko, widzi pan. Jeszcze muszę przełożyć klucze do drugiej ręki, jeszcze się podeprzeć... - I to wtedy właśnie popatrzyła na mnie tym wzrokiem, który wprowadził mnie w zakłopotanie.

- Ja wiem, proszę pani, wiem jak to jest. Jeszcze rok temu chodziłem tak samo. Wejście po schodach zajęło mi chyba piętnaście minut, nie dwadzieścia sekund, jak teraz. Ja już tam byłem i wiem jak to będzie, gdy będę starym człowiekiem. To jest, o ile w ogóle będzie mi dane dożyć. - Taka odpowiedź przemyka mi przez głowę szybciej, niż mgnienie powiek i nigdy nie wychodzi z moich ust. Tego powiedzieć nie mogę.

Więc uśmiecham się lekko, ale nie za szeroko. Tak zwyczajnie, życzliwie, cierpliwie ale bez wyrazu troski, która mogłaby być wzięta za politowanie. I ruszam dalej w swoją stronę zostawiając ją z tyłu. Nie dlatego, że uciekam. Dlatego, że nic lepszego nie mogę zrobić. Chyba. Na tę intuicję postawiłem.


EN


The elderly woman looks at me with a mixture of embarrassment and ironic pity. The latter is more of a mask she’s put on to hide the former—that’s how I assess it in a split second. I don’t know how to react to ease her suffering. So I smile slightly, nodding calmly, and say nothing in response.

The woman walks with crutches, struggling to cover each meter. When I opened the door for her—quickly, too quickly, as if I’d misjudged her abilities—she said:

- I don’t move that fast, you see. I still have to switch the keys to my other hand, and I still need to steady myself… - And that’s when she looked at me with that look that threw me off balance.

- I know, ma’am, I know what it’s like. Just a year ago, I walked the same way. It took me about fifteen minutes to climb the stairs, not twenty seconds like it does now. I’ve been there, and I know what it’ll be like when I’m an old man. That is, if I’m even granted the chance to live that long.” - That response flashes through my mind faster than the blink of an eye, and it never leaves my lips. I can’t say that.

So I smile slightly, but not too broadly. Just a simple, friendly, patient smile—but without any hint of concern that might be mistaken for pity. And I keep walking in my direction, leaving her behind. Not because I’m running away. But because there’s nothing better I can do. I think. I’ve decided to go with that intuition.



_____